piątek, 21 listopada 2014

Wiosenny album w środku jesieni

Bardzo podoba mi się idea, która przyświeca kreatywnemu przedsięwzięciu jakim jest Polish Kit Project. Co miesiąc pomysłodawczynie projektu kompletują zestaw składający się z papierów i dodatków do scrapbookingu i puszczają go w świat. Zamawiając kit nie wiemy jednak co dokładnie będzie znajdować się w naszej przesyłce, możemy jedynie snuć domysły na podstawie opublikowanej na stronie PKP fotograficznej mozaiki inspiracyjnej- lubię ten element niespodzianki! :)
 


 W październikowym zestawie znalazły się dwa papiery  z mojej nowej kolekcji "Palimpsest", reszta była dla mnie tajemnicą. Jednak gdy otworzyłam pudełko z kitem wiedziałam, że na niego właśnie czekały zdjęcia z majowej sesji baletowej Danusi- wszystko mi w nim pasowało: kolory, wzory papierów, wstążki, tiul, metalowe zawieszki, tekturowe dodatki! :)


W rezultacie- i z powodu moich życiowych nowości dopiero w listopadzie- powstał bardzo wiosenny album. W moim ulubionym rozmiarze 15 na 15 cm, gruby (musiałam użyć dwóch kartek papieru spoza zestawu), radosny, z miejscem na odręczne zapiski.














Dziewczyny z Polish Kit Project piszą na swojej stronie, że praca z kitem ma dać nam przede wszystkim przyjemność, satysfakcję i radość tworzenia. Wszystko to dostałam! :)

Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło!

czwartek, 30 października 2014

Zdarzyło się latem i coś, czego jeszcze o mnie nie wiecie ;)

Dziś trochę retrospektywnie: wyobraźcie sobie, że za oknem świeci gorące lipcowe słońce i zabieram Was na krótką wycieczkę. Dokąd? Do miejsca, które na mojej liście Wyjątkowych Miejsc, Które Chciałabym Odwiedzić znajdowało się tuż obok Paryża i do którego zabrał mnie mój mąż w ramach naszej rocznicy ślubu- bo akurat nie mógł do Paryża ;) W rzeczywistości miejsce to leży dosłownie rzut beretem od Wyszkowa i jest bardzo swojskie, ale to, co można tam zobaczyć jest naprawdę unikatowe i to na światową skalę. Zapraszam, zajrzyjcie ze mną do Gwizdał i do znajdującego się w nich Muzeum Gwizdka :)



Po muzeum, które fizycznie zajmuje jedynie dwa pomieszczenia w szkole, oprowadził nas pan Roman Kuzelyak- artysta ceramik, instruktor warsztatów ceramicznych. Serce i dusza gwizdkowego projektu.


Jego pełna pasji opowieść o idei muzeum, jego historii i zbiorach utwierdziła nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z inicjatywą o ogromnym potencjale.


Kilkutysięczna kolekcja gwizdków ze wszystkich stron świata przyciąga gości z całej Polski, w księdze pamiątkowej znalazłam również wpisy w kilku obcych językach, w tym parę bardzo egzotycznych.


Same gwizdki zachwycają różnorodnością i sposobem, w jaki odbijają kulturę, w której powstały.
Niektóre eleganckie, subtelne, piękne, inne zabawne. Jedne proste, inne bardzo misterne.




Po obejrzeniu ekspozycji muzealnej odwiedziliśmy pracownię ceramiczną pana Romana.


 Koło poszło w ruch, a my patrzyliśmy jak zaczarowani na cuda, w które zamieniała się glina :)



A później my też mieliśmy okazję poczarować w glinie. Z równie spektakularnymi efektami ;)




Tak to właśnie rodzinnie, wśród gliny- między innymi, spędziliśmy ósmą- spiżową ;) - rocznicę ślubu. 

A teraz, żeby uczynić zadość tytułowi posta, winna Wam jestem wyznanie. Otóż niewiele osób wie, chociaż wcale się z tym nie kryję, że od kilku lat kolekcjonuję ceramiczne ptaszki fiukające na wodę :) (Stąd wzięły się Gwizdały na mojej liście Wyjątkowych Miejsc i mężowski pomysł na wycieczkę-niespodziankę).
Kolekcja rozrasta mi się sukcesywnie, ale powoli, a to dlatego, że bardzo dbam o kryteria doboru nowych egzemplarzy: każdy musi być ceramiczny, musi być ptaszkiem,  musi "fiukać" (nie po prostu gwizdać, świszczeć, trąbić czy jeszcze coś innego) i musi być z gatunku tych, do których nalewa się wodę. To właśnie na takie ptaszki poluję na wszelkich ludowych festynach, bazarkach, stoiskach lokalnych twórców, takie zamawiam, gdy ktoś pyta, co mi przywieźć z wakacji :) Ale okazuje się, że ptaszki to dość rzadkie okazy, dlatego mój zbiór nie imponuje liczebnością.

h


Ten piękny czerwony ptak to mój najnowszy nabytek. Przyfrunął do mnie pod koniec sierpnia od Magdaleny, autorki cudownego, inspirującego mnie od lat blogu Box Of Treasures, której zwierzyłam się z mojego kolekcjonerskiego sekretu :) Magdaleno, bardzo Ci dziękuję, trafiłaś w dziesiątkę! :)


A zdjęcie powyżej pokazuje dlaczego kolekcja tak wolno mi się rozrasta. Okaz- autorstwa pana Romana Kuzelyaka- jest ceramiczny i fiuka. Ale nie jest ptaszkiem. Jest łosiem. I w związku z tym jest poza kolekcją. Mimo to bardzo go lubię.

Jeśli będziecie kiedyś mieli po drodze do Gwizdał koniecznie zadzwońcie i umówcie się na wizytę w gwizdkowym muzeum. Warto, choć miejscu -na razie?- brakuje rozmachu godnego zbioru.
A jeśli ktoś chciałby kiedyś sprawić mi prezent, to już wie jaki byłby idealny ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!



niedziela, 26 października 2014

Album z sesją okularową :)

Korzystam z chwili, w której akurat nie karmię, nie tulę i nie noszę i pokazuję album, który powstał kilka dni przed narodzinami Idy i upamiętnia spontaniczną wieczorną sesję zdjęciową zrobioną Łukaszowi, Danusi i Jasiowi jeszcze w czerwcu (planowałam stworzyć album-prezent dla Łukasza na Dzień Ojca, troszkę się wszystko, jak widzicie, przesunęło w czasie ;) ).




W albumie użyłam papierów z mojej nowej (jednej z dwóch wydanych we wrześniu) kolekcji "Palimpsest". Poza papierami wystąpiły tu: gesso, czarny tusz, stemplowe odbitki, kredkowe mazaje, kilka naklejek z napisami. 




Przyjaznym okiem spojrzałam na koraliki z literkami, które mam w domu  chyba od początków mojego skrapowania i zrobiłam z nich dyndacz-zakładkę. 



Ciekawa jestem, ile czasu będzie czekać na swój pierwszy album moje najmłodsze dziecko? :) Na razie skrzętnie zbieram "materiał" do oprawy i siły na zrobienie czegoś ponad to wszystko, co konieczne i najważniejsze. Od kilku nocy mamy okazję łapać na gorącym uczynku wschodzące słońce ;)

Pozdrawiam Was wszystkich ciepło i serdecznie! Dziękuję, że zaglądacie :)

czwartek, 23 października 2014

Witaj świecie! :)

Zamiast tłumaczenia się z nieobecności tutaj mam dziś dla Was dowód na to, że naprawdę jestem obecna tam, gdzie to jest teraz najbardziej istotne. 
Ponad dwa tygodnie temu, wieczorem 6.października urodziła się Ida, nasza córeczka.


Przyniosła ze sobą cały ocean miłości, radości i spokoju. 



Jest Cudem, Darem, za który dziękuję za każdym razem, gdy mam ją na rękach.


Witamy się z Wami obie i dziękujemy za wszystkie wyrazy życzliwości, troski i sympatii, które już otrzymałyśmy. Zapamiętuję je wszystkie dla Idy i sama też cieszę się nimi i umacniam w wierze w dobry świat. To dla mnie naprawdę cenne.


Nic nie obiecując napiszę tylko, że mam nadzieję pojawić się wkrótce i ponadrabiać najpoważniejsze zaległości. A jeśli ktoś chce być bardziej na bieżąco z tym, co dzieje się na Makowym Polu to  zapraszam tutaj.

Pozdrawiamy najserdeczniej :)

czwartek, 28 sierpnia 2014

Scrap-terapeutycznie x 3

Dziś miało być o czymś innym. Zaległe prace czekają w długiej kolejce na swój dzień, posty pełne inspiracji i letnich, wakacyjnych zachwytów, które układam dla Was w głowie i w komputerowych folderach przez całe lato zaraz zastanie jesień, bieżące sprawy, plany i wielkie zmiany na Makowym Polu  niecierpliwie domagają się uwagi i głosu. Ale zostawię to wszystko jeszcze na moment.
Podzielę się z Wami natomiast trzema stronami, które powstały z tak przemożnej potrzeby przepracowania trudnych emocji: lęku, gniewu, osamotnienia, że zostawiłam wszystko inne, by je zrobić- po to, by na nowo móc normalnie funkcjonować. 




Nie umiem spojrzeć na te prace obiektywnie i ocenić ich pod kątem estetycznej poprawności. Powiem więcej: nic mnie ich ewentualna niepoprawność nie obchodzi. Oglądam je i przeżywam od nowa proces ich tworzenia, przypominam sobie jak z każdym pociągnięciem kredki czy pędzla uwalniałam się od uczuć, które mnie paraliżowały. Nie chodzi nawet o temat, o zdjęcia umieszczone na pracy, ale o ten proces właśnie, w którym różne rzeczy się wyrażają. 





Piszę to wszystko, bo układając programy warsztatów i planując nowe zajęcia i wydarzenia w pracowni na najbliższe miesiące, dużo myślałam o sensie, słuszności i celowości tych wszystkich moich działań. Podobno to dość powszechny problem osób "robiących w sztuce"- nasza praca wydaje się nam nie dość poważna, niewystarczająco użyteczna, błaha zwłaszcza w obliczu spraw wielkich i szczególnie trudnych ("Tyle cierpienia na świecie, a ja maluję farbkami/wycinam kwiatki/haftuję serwetki!"). Ale takie właśnie terapeutyczne i umacniające doświadczenie twórczości, jakie stało się moim udziałem w naprawdę trudnych dla mnie chwilach w tym miesiącu, utwierdza mnie mocno w przekonaniu, że sztuka jest ważna. Może nie ratuje życia, ale potrafi odjąć życiu sporo ciężaru. Pomaga przywrócić oddech, wyrównać go i zwolnić, i nie jest to bynajmniej poetycka metafora. Pomaga nabrać dystansu, a to pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy i dzięki temu znaleźć rozwiązanie problemu. Praktyczne. Konkretne i przynoszące namacalne pozytywne rezultaty. 





Tym doświadczeniem leczniczego działania twórczości chcę się dzielić na moich warsztatach. I wierzę, że to jest właśnie moje zadanie. 
Kropla w morzu, ale co by było, gdyby każdy poskąpił morzu swojej kropli? 

Pozdrawiam Was najserdeczniej.

PS Zainteresowanych ofertą warsztatową dla dzieci na nowy rok szkolny odsyłam do zakładki "Grafik zajęć", gdzie zamieściłam pierwsze propozycje. Na dniach przybędą kolejne, więc zaglądajcie.